fbpx
Dołącz do nas
Słuchaj na

PNDC#10: – Budowanie nawyku medytacji, dzień 26 – transkrypcja

To jest transkrypcja odcinka. Oryginalnego podcastu posłuchasz tutaj.

Cześć, nazywam się Bartosz Rychlicki, w ciągu dnia prowadzę start up technologiczny Quantum CX z Trójmiasta, gdzie szerzymy życzliwość w obsłudze klienta, a wieczorami eksperymentuję z różnymi metodami do stawania się lepszą wersją siebie. Słuchasz podcastu “Przez nawyki do celu”, gdzie mówimy o tym jak osiągać swoje cele budując pozytywne nawyki oraz jak przy okazji pozbywać się tych niekorzystnych. Nawyki, cele, psychologia pozytywna, szczypta filozofii, nauka i czasami też paranauka, to wszystko znajdziesz w tym podcaście. Cześć witajcie w okrągłym, dziesiątym odcinku podcastu “Przez nawyki do celu” dzisiaj będę bezpośrednio nawiązywał do odcinka czwartego pod tytułem “Jak budować nawyk na przykładzie medytacji”, gdzie zobowiązałem się przed wami, że będę budował nawyk u siebie, razem z wami, jest to nawyk medytacji, będę was informował o postępach z budowania tego nawyku, będę mówił co mi wyszło, co mi nie wyszło. Odcinek ten będzie składał się z trzech części: pierwsza, opowiem wam co nieco o tym jakie efekty medytacji widzę na sobie i czy warto kultywować ten nawyk dla tych którzy się zastanawiają, druga część to będzie jak mi idzie w kontekście wdrażania tej czynności jako nawyku, trzecia część – wnioski, póki co z tych dwudziestu sześciu dni, co działa, co nie działa, co możecie ze sobą zabrać do tego nawyku, jak i innych. Zaczynamy, część pierwsza, efekty medytacji po dwudziestu sześciu dniach. Okej, więc zanim przejdziemy do benefitów, które zaobserwowałem, kilka takich informacji wstępnych. Po pierwsze podchodzę do medytacji całkowicie psychologicznie, nie ma tam żadnego elementu duchowego. Medytacja jest dla mnie tylko i wyłącznie ćwiczeniem psychologicznym, które ma w pewien sposób dać mi większą kontrolę nad moim umysłem, nad moim nastrojem, nad moimi emocjami, między innymi. Także tutaj o żadnych benefitach duchowych nie będę mówił, dla mnie jest to bardzo mocno, znaczy całkowicie w stu procentach świecka praktyka. Teraz, jeżeli chodzi o właśnie to ćwiczenie, tak jak mówiłem dzisiaj jest dwudziesty szósty dzień, nie wiem czy pamiętasz z czwartego odcinka, mówiłem że będę rozkręcał się z czasem, czyli ten czas pojedynczej sesji medytacyjnej będzie się zwiększać w czasie i na początku zaczynałem medytować tylko jedną minutę. Przez pierwsze dziesięć dni lutego medytowałem tylko jedną minutę. Następnie przez kolejne dziesięć dni medytowałem trzy minuty i od dwudziestego pierwszego lutego, czyli już prawie tydzień, medytuję sześć minut i tak to będzie sobie trwało aż do połowy marca, kiedy zacznę medytować dziesięć minut. Także taka była częstotliwość i trwanie tego, tej praktyki. Warto powiedzieć, że często to było dłużej. To było minimum jakie muszę spełnić, te wytyczne to były minimum, natomiast często okazywało się, że to przekraczałem, nawet do dziesięciu, piętnastu minut w zależności od dnia. Były dni też takie, w których faktycznie medytowałem tylko minutę albo tylko trzy i niejednokrotnie to myślę że uratowało cały proces, bo gdyby to było więcej to bym się poddał, bo nie miałem jeszcze zbudowanego nawyku, a medytacja minutę czy trzy to dość prosta sprawa. Co do benefitów zaobserwowanych, ciekawe jest to że zaobserwowałem je bardzo szybko po rozpoczęciu medytacji. Przypuszczalnie dlatego, że dużo wcześniej medytowałem, miałem teraz kilkutygodniową, kilkumiesięczną przerwę, więc trochę przypisuję to efektowi takiemu, że ten mięsień był już rozwinięty tylko trzeba go było troszeczkę aktywizować, więc szybko po około tygodniu, dwóch poczułem benefity. I te benefity to przede wszystkim jest coś takiego, że łatwiej mi jest się kontrolować pod wpływem emocji. Mam taką większą przerwę pomiędzy jakimś bodźcem, czyli coś na przykład mnie zdenerwuje albo zmartwi, emocją a moją reakcją, czyli jest takie poczucie, że oho, czuję złość, czuję smutek, czuję że się zaczynam martwić, co chcę z tym zrobić, hm, chyba teraz nie warto się w to wdawać na przykład, albo hm, masz przecież plan, działaj zgodnie z planem, idź dalej. Gdzie bez tego pewnie byłoby trudniej, pewnie bym poszedł na automacie, bym nie wiem, na przykład mógł zacząć się kłócić z kimś albo zacząć trochę panikować, albo wpaść w jakieś martwienie się w związku z daną sytuacją dlatego ta medytacja pozwala mi łatwiej wybrać, czy to co mi podpowiada moje emocje jest prawdą czy raczej tylko fałszywym sygnałem, albo najczęściej jest po prostu przesadzonym sygnałem. Także taka większa kontrola, większa przerwa, większa świadomość tych emocji. Nie czuję jakiegoś super pozytywnego efektu na zasadzie haju, że jestem jakiś szczęśliwszy, podkręcony bardziej, mam więcej energii, że jestem jakiś super bardziej optymistyczny, natomiast czuję, że o wiele trudniej jest wpaść w dołki, o wiele trudniej jest złapać doła, o wiele trudniej jest wkręcić się w emocje, co w jakimś sensie podnosi tą średnią szczęścia, nie da się ukryć, no bo mniej nieszczęścia to trochę więcej szczęścia, także na pewno działa to w jakiś sposób, nie w taki może ekscytujący i nie ma takiego zalewu pozytywnych hormonów, jak przy przykładowo po wysiłku, natomiast na pewno podbija nam to te dolne progi, więc na pewno zalecam to polecam zwłaszcza, co ja sobie mogę zalecać, mogę polecać. Polecam to osobom, które się borykają gdzieś z niskim nastrojem. To są te najważniejsze benefity, które znalazłem. Czyli zwiększona kontrola nad emocjami, reakcjami, przez co też nie wkręcamy się w te dołki, jakieś trudne momenty. Mi na tym bardzo zależało, bo ja się borykam, ostatnio przynajmniej jestem świadomy bardziej jakichś takich myśli, które powodują że się martwię albo wkręcam się za bardzo w jakieś emocje, czy to jest właśnie strach, czy to jest złość i myślę, że moje życie i ja byśmy wiele skorzystali na tym, gdybym mógł w jakiś sposób tym bardziej zarządzać i kontrolować bo zazwyczaj rzeczywistość nie jest taka straszna jak jest w naszych głowach. To fajnie, że my to wiemy świadomie, ale nasza podświadomość i tak wysyła swoje sygnały. Nasz gadzi mózg i tak nam mówi: uciekaj, walcz, uciekaj, walcz. I to tak naprawdę nad tymi sygnałami ta kora nowa próbuje w jakiś sposób zapanować, powiedzieć: fajnie, słyszę co mówisz, ale troszkę przesadzasz, zrobimy tak. Więc medytacja jako trenowanie tego słonia w głowie, który nam tam biega i czasami robi rozpierdziel, bo mu się wydaje, że jesteśmy jeszcze na sawannie, no to pomaga właśnie tego słonia wytresować, jakoś przynajmniej oswoić, bo wytresować to pewnie aż tak dobrze nie, ale oswoić trochę tak. Także warto. Przejdźmy do części związanej z budowaniem nawyku. Okej, przede wszystkim jak to robię? Tak żeby wam podsumować, żebyście mieli obraz jak wygląda ta moja medytacja. Generalnie mam taką poduszkę w salonie, na której siadam codziennie rano, po tym jak zrobię swój zestaw pompek. Nastawiam timer na zegarku na dany czas albo używam aplikacji właśnie do medytowania i to jest aplikacja, akurat używam Ten Percent, tak się nazywa ta aplikacja, link w opisie, no i ona ma tam swój timer i głos lektora, który przez jakiś określony czas coś mówi. No i medytuję, aż zadzwoni dzwonek, budzik czy skończy się medytacja w aplikacji, wstaję i idę się napić kawy. Tak to mniej więcej wygląda. Kiedy skończę medytację, to co robię to klepię się po ramieniu, mówię: dobra robota, Bartek, i doliczam sobie punkty, które mogę wydać później na granie. O co chodzi z tym nagradzaniem się, to odsyłam do odcinku czwartego. Bardzo ważny w ogóle element tej całej zabawy z budowaniem nawyku to jest nagradzanie się, także jeżeli nie wiesz o czym tutaj mówię, posłuchaj koniecznie odcinek czwarty. Warto wspomnieć, że ta aplikacja Ten Percent, jak i inne do medytowania i tutaj mam na myśli na przykład Headspace, Calm, Waking Up, to są chyba takie cztery, dobre, sprawdzone aplikacje, które polecam. Są bardzo drogie, zrobiły się drogie, kiedyś nie były takie drogie, dzisiaj subskrypcja miesięczna tych aplikacji to jest koszt rzędu pięćdziesiąt, sześćdziesiąt złotych miesięcznie lub czterysta, pięćset, a nawet sześćset złotych rocznie. Także ja póki co jadę na trialach, czyli tam zazwyczaj pierwsze dziesięć dni jest za darmo. Nie chcę się też uzależniać od aplikacji do medytacji, nie chcę budować se skojarzenia, że bez aplikacji nie mogę medytować, no bo są dość kosztowne i kiedy nie wiem, będę musiał zacisnąć pasa finansowo to nie chcę przestać medytować, także staram się używać ich tylko jako jakiejś pomocy albo urozmaicenia raz na jakiś czas, a nie jako takiej sytuacji, w której no muszę ją mieć, żeby medytować. I tutaj moja partnerka chyba wpadła kiedyś w taki, właśnie w taki problem, że aplikacja ją prowadziła za rękę w medytacji i świetnie jej to szło przez parę miesięcy, no ale potem przyszedł czas na dość drogą subskrypcję i zrezygnowała, bo stwierdziła, że, że to jest za dużo, no i po prostu przestała medytować niestety. Teraz nad tym pracujemy, ale nie mniej jednak jest za tymi aplikacjami pewna pułapka, dlatego trzeba używać ich z rozwagą. Co mi się udało w kontekście budowania tego nawyku? Jak to wyglądało? Przede wszystkim ani razu mi medytacja nie wypadła, ani jednego dnia, codziennie to robiłem. Mimo że byłem na urlopie, przez osiem dni byłem poza domem, poza moją wskazówką, poza tym co widzę codziennie, poza moją poduszką medytacyjną, to i tak ta medytacja zawsze mi się udawała. Na pewno raz czy dwa pomogło to, że miałem krótki czas medytowania, minutę albo trzy, gdzieś się spieszyłem i mówię: kurde, dobra nie będę dzisiaj medytował, nie no słucha minutę czy tam trzy dasz radę, to nie jest problem nic się nie stanie. No i faktycznie wtedy na tą minutę czy te trzy siadałem, w zależności od tego w którym okresie byłem. No i to ratowało jakby ten łańcuch codziennej medytacji. Gdyby tam było od razu dwadzieścia minut, no to mógłbym mieć problem z tym faktem i mógłbym powiedzieć no dobra to dzisiaj nie, jutro. I dlatego tutaj jest bardzo ważne, żeby zacząć pomalutku, zacząć od minuty, dwóch, trzech, czterech, pięciu i tak dalej, i tak dalej, no bo jak zarzucimy nagle na siebie dwadzieścia, trzydzieści minut medytacji, czy nawet dziesięć czy piętnaście, no to przyjdzie taki dzień, w których, w którym nie będziemy mieli motywacji i siły, bo to jest dość duży, duża zmiana i duży wysiłek, a nasz mózg nie lubi zmian, nagłych, no to po prostu to olejemy i wtedy drugiego dnia przyjdzie: dobra już wczoraj mi się nie udało nie ma sensu tego robić, to już odpuszczam. No i właśnie tak najczęściej odpuszczamy budowanie dobrych nawyków. Dlatego bardzo ważna lekcja i konkluzja z tego, na szczęście na to byłem przygotowany, to start small. Zacznij od małych nawyków, dokładaj po jakimś czasie kolejne iteracje, czasy czy cokolwiek tam masz. Dalej, czuję że jest to dla mnie łatwe, łatwo mi to przychodzi, nie mam problemu, żeby medytować, nie muszę się zmuszać, nie jest to dla mnie jakiś wyczyn, aczkolwiek zaczynam się troszeczkę bać co będzie kiedy to jednak będzie dziesięć, piętnaście minut, co jest już dla mnie takim dłuższym, dłuższym okresem czasu. No ale zobaczymy, mam nadzieję, że do tego czasu jakoś to się zbuduje i ta chęć i tolerancja na większe czasy medytacji. No jeżeli nie, jeżeli się okaże na przykład po paru dniach medytowania dłużej, że to jednak jest za długo, to cofnę się i na przykład zacznę medytować znowu sześć minut czy siedem i wtedy dopiero jak będę gotowy to przeskoczę na więcej. Z drugiej strony, kiedyś słyszałem od nauczyciela medytacji, że najlepszy sposób, żeby znaleźć czas na medytację to medytować długo i faktycznie w momentach kiedy medytowałem godzinę, to medytacja półgodzinna to był pikuś. Ale jestem raczej (niewyraźnie), to może dla tych, którzy lubią zmiany od razu, to to jest jakaś wskazówka. Medytujcie godzinę, żeby później medytować pół. Ale dobra, kolejne wnioski i wskazówki, jakby to co się udało to pomysł z punktami na granie jest fajny, działa. Na początku nie pamiętałem o tym, musiałem gdzieś po paru godzinach, po parunastu minutach sobie przypomnieć: a daj se te punkty. A dzisiaj robię to już po każdej medytacji i to działa, czuję taką odrobinę satysfakcji, nagrody po tej medytacji, jest to dla mnie satysfakcjonujące i też bardzo ważne. Myślę że przyczynia się bardzo mocno do budowy nawyku. Jak to robię technicznie? Mam aplikację, która się nazywa chyba Counter, wystarczy, że wpiszecie w AppStorze czy w Google Playu Counter, znajdziecie mnóstwo takich liczników, gdzie możecie po prostu nabijać plusikiem jednostkowe wystąpienia czegokolwiek czy to są właśnie pompki, które robicie, czy to są minuty medytacji, czy to są punkty na grę. Można sobie taki counter zainstalować. Ja w ten sposób dodaję sobie punkty na granie, jeden punkt to jedna minuta grania i kiedy gram to na przykład godzinę, odejmuję sobie sześćdziesiąt punktów za granie. W tej chwili daję sobie jeden, dziesięć, dziesięć punktów plus za każdą minutę medytacji punkt, czyli na przykład dziesięć minut medytacji, to jest dwadzieścia punktów, czyli dwadzieścia minut grania. Także w ten sposób właśnie ograniczam swój zły nawyk grania do minimum w miarę albo w nagrodę za dobre zachowanie. Im fajniej mi się w życiu bilansuje plusy, minusy złych zachowań i dobrych zachowań, tymi złymi się nagradzam za te dobre, więc trochę chyba jestem z nich rozgrzeszony. Wyzwania, tutaj taki, taka didaskalia co do słowa wyzwania, w ogóle właśnie bardzo ciekawe, bo przeglądając swoje notatki na ten podcast zauważyłem, że napisałem najpierw co mi się udało, a potem napisałem wyzwania i tutaj zaraz o nich powiem. I co mnie uderzyło właśnie teraz to to, że już nawykowo nie mówię problemy, tylko wyzwania. Trochę to tak pewnie niektórzy z was kojarzą z korpo mowy, że challenge, a nie problemy. I to prawda, brzmi trochę dziwnie, natomiast ma bardzo duży psychologiczny benefit, bo kiedy mówimy problemy, no to nasz mózg wpada w martwienie się, strach, mamy skojarzenia z problemami, problemy to nigdy nic dobrego, to strach, to lęk, to kortyzol. A jak mówimy wyzwania, no to to już jest coś trochę innego, nawet można by było powiedzieć szanse, okazje. No ale załóżmy, że wyzwanie jest już troszeczkę bardziej neutralne, nawet trochę pozytywne, no bo jakaś ekscytacja z wyzwaniem jest. No i wyzwanie powoduje, że mi się chce, że ja mam taką pozytywną ochotę pokonać to wyzwanie, to jest coś co ja wybieram, że chcę zrobić, no bo wyzwanie się przyjmuje, a problemy trzeba rozwiązywać, więc jest bardzo duża różnica pomiędzy musisz a chcesz. Także nazywanie problemów wyzwaniami, zwiększa chęć ich rozwiązania i  faktycznie działa, ale ciekawe jest to, że tutaj już z automatu napisałem wyzwania i cieszę się z tego, że to już właśnie, zorientowałem się że jest dla mnie nawyk, bo nawyk to coś, to taka czynność, którą jest nam łatwiej wykonać niż nie wykonać i wymaga bardzo mało świadomej myśli. Także zrobiłem, właśnie zorientowałem się, że gdzieś tam kiedyś świadomie wdrażałem to i dzisiaj widzę owoce tego. Także super, cieszę się. Ale jakie mam wyzwania z tym budowaniem tego nawyku? To musiałem względem planu pierwotnego zmienić porę dnia kiedy medytuję, bo chciałem medytować po pracy, po przyjściu z biura, jako taki punkt odcięcia pomiędzy pracą, pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. To miał być taki właśnie rytuał oczyszczający, rytuał przejścia z jednego stanu w drugi, ale to się nie udało. Bardzo szybko po paru dniach doszedłem, że to nie ma szansy, no bo wracam nieregularnie z pracy. Czasami nie jeżdżę do biura, czasami jeżdżę w delegacje parodniowe, czasami zostaję na home office i wszystko to powodowało masę pytań. Bo jak ja, kiedy kończy się mój dzień pracy, kiedy jestem na home office czy to już, czy to już nie teraz. A jak to w delegacji jest, jak mam na przykład cały dzień event i potem na przykład jeszcze networking wieczorem, to mam między jednym a drugim, czy jak wrócę z tego networkingu, a co jak mam wolne, to wtedy nie medytuję, co w weekend? Także za dużo pytań i szybko stwierdziłem, że to się tak nie uda i wcisnąłem tą medytację w moją poranną rutynę. Tu znowu polecam odcinek o porannych rutynach. Więc wciąłem to pomiędzy pompkami, czyli robię pompki, ćwiczenia, a wejściem do wanny i to się sprawdza, także to jest fajne. Natomiast boję się, że niedługo ta moja poranna rutyna, to będzie praca na cały etat, bo już dzisiaj zajmuje spokojnie godzinę, półtorej, żeby przejść przez całą. No mi to dużo daje, ja się z tego cieszę i to jest póki co jeszcze produktywne, ale jak tak wszystko co chcę zrobić będę dodawał tam, a może to nie będzie takie złe, może w sumie to będzie fajne, może o dwunastej będę miał już większość rzeczy najważniejszych, które popychają mnie do przodu, zrobionych. No natomiast tak, dodaję to do tej rutyny i to jest takie wyzwanie albo bardziej wniosek, lekcja, że dobrze zaprojektowanie momentu, w którym będę ten nawyk praktykował jest bardzo istotne. Drugie wyzwanie, które mam: nie mam w co grać, czyli nie mam na co wydawać tych punktów. Nic ostatnio mnie tutaj nie zainteresowało, także czekam, zbieram, mam jakieś dwieście sześćdziesiąt punktów na wydanie, czyli ponad co, ponad cztery godziny. Także zapowiada się dobry, dobry weekend kiedyś z jakąś fajną grą, ale póki co nic nie mam, czekamy, będzie fajnie jak coś przyjdzie, pewnie szybko będą punkty. No i trzecia rzecz to są te drogie aplikacje do medytacji, a może to i dobrze, bo wtedy nie uzależniamy się tak od tych aplikacji jako naszego koniecznego elementu do medytacji, ale jest to pewne wyzwanie. Fajnie by było, gdyby były tańsze, bym częściej z nich korzystał i byłoby mi łatwiej, bo one powodują, że faktycznie łatwiej mi przebrnąć przez dłuższy czas. Medytować sześć minut jest prosto, no ale już dwanaście, dziesięć, piętnaście, fajnie jest kiedy jest jakiś lektor i on coś tam instruuje, jakoś łatwiej wejść w rytm, we flow i wtedy te aplikacje się przydają. To takie wyzwania, nie za wiele, ogólnie idzie dobrze, cieszę się, jest spoko. Przejdźmy do wniosków z tych dwudziestu sześciu dni, jeżeli chodzi o budowanie nawyku. Takie są moje wnioski. Da się z tej medytacji zrobić nawyk, myślę, jestem pewny na osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt procent, że kontynuując tą strategię, stworzę z tego nawyk. Bardzo mnie to cieszy, bo było to coś, z czego nie mogłem zbudować nawyku od chyba siedmiu, ośmiu lat. Tyle czasu medytuję i zawsze gdzieś trafiałem w pewnym momencie na jakąś ścianę, przerywałem medytację na parę miesięcy, znowu zaczynałem, znowu przerywałem, więc tym razem powiedziałem sobie, że muszę z tego zrobić nawyk. No i mam dobrą, dobre przeczucie, myślę że się uda, a jak się uda z tego zrobić nawyk, to prawie ze wszystkiego mi się uda zrobić nawyk i będę mógł wam bardziej pomóc przypuszczam też i trochę się podzielić moimi odkryciami, sposobami metodami, narzędziami. Druga rzecz, kluczowa jest nagroda, bez tego raczej by było ciężko. Te punkty na granie są spoko, ważne że łatwo się je nalicza, ważne że nalicza się je zaraz po medytacji i fajne jest też to, że słyszę takie klikanie kiedy naciskam każdy jeden punkt, czyli jak sobie naliczam piętnaście punktów czy szesnaście to jest klik, klik, klik, klik, klik i ten dźwięk tak kojarzy mi się z takim, no nie wiem, rzucaniem monet albo z czymś takim przyjemnym i to też nagradza mnie za tą medytację, czuję taką małą satysfakcję, że o, już mam dwieście sześćdziesiąt punktów, ale se pogram jak coś tam wyjdzie. Także ta nagroda jest bardzo ważna. Fazowanie, czyli podział nawyku na mniejsze części i inkrementalne, powolne zwiększanie go jest super przydatne. Bez tego na początku byłoby mi bardzo trudno. Prawie jestem pewny, że gdybym zaczął medytować od dwudziestu minut to bym się po paru dniach wywalił i powiedział dobra nie, to nie dla mnie. Dlatego jak budujesz nawyk to zacznij pomalutku. Chcesz ćwiczyć codziennie pompki, rób jedną pompkę najpierw, potem trzy, potem, nie wiem, pięć, dziesięć. Po paru, po paru tygodniach dopiero przejdź do tych dziesięciu, także to jest super. No i jak masz ochotę zrobić więcej niż jedną to rób więcej niż jedną, ale powiedz sobie, że mój nawyk to jest minimum jedna pompka. Kolejna rzecz to jest tak, że jasna, konkretna wskazówka jest bardzo ważna i mi niesamowicie pomaga fakt, że robię to po jakimś nawyku, a przed innym nawykiem, czyli robię to po tym jak już nawykowo robię pompki codziennie rano, ale przed wejściem do wanny. Są to dwie rzeczy nawykowe, które już nieświadomie robię, bardzo łatwo je robię, więc wstawienie pomiędzy nimi tej medytacji powoduje, że praktycznie zawsze jest to okno, ten czas i moment i kontekst, że powinienem to zrobić. No i druga rzecz, która mi o tym przypomina jest poduszka medytacyjna, która leży w salonie po prostu i ona mi też przypomina jak się kręcę tutaj z kawą, że pamiętaj o medytacji i to pomaga. Także wskazówka, czas i miejsce, jak i ustawienie w jakiś, po jakimś nawyku też niesamowicie działa. No i co mi jeszcze pomogło to taka zasada never miss twice, tak jest taka zasada w budowaniu nawyków, że jak jeden raz przegapisz to jeszcze jest okej, ale nigdy nie przegapiaj dwóch. I co prawda mi się nie zdarzyło nawet raz przegapić, ale zdarzyło mi się to w innym nawyku w piciu ziół, które już chyba są bardziej nawykiem. Faktycznie, bo też sobie taki nawyczek od początku roku zafundowałem, no i tam mi się zdarza że jakiegoś dnia przegapię z jakiegoś tam powodu i wtedy mówię sobie: ale pamiętaj, never miss twice, i drugiego dnia zawsze mi się to udaje, bo pamiętam że okej, jak raz przegapię to nic się nie stanie, ale za drugim razem, jak przegapię to prawdopodobnie cały mój effort, wysiłek włożony w ten nawyk pójdzie się kochać, więc no jeżeli nie chcę tego stracić to ten drugi raz musi być. Czyli to jest taki bufor bezpieczeństwa, daje takie przyzwolenie na popełnienie błędu, ale też mówi co zrobić żeby no nie wpaść w spiralę odpuszczania. Kolejna wskazówka to lepiej medytować minutę niż wcale. Załóżmy, że medytujecie już trzy miesiące, medytujecie dwadzieścia minut, wszystko super i pewnego poranka coś się dzieje, nie wiem, szef do was dzwoni i mówi, że musicie być wcześniej w pracy albo przypomnieliście sobie, że umówiliście się do fryzjera na rano i się zaraz spóźnicie. To bardzo ważne jest, żeby medytować chociaż minutę albo nawet sekundę, albo trzydzieści sekund, albo usiąść po prostu na tej poduszce medytacyjnej w tej pozycji niż nie medytować wcale. Dlaczego? No bo w ten sposób podtrzymujecie nawyk. Dla naszego mózgu dalej robimy tą czynność, dalej medytujemy. Fakt, że minutę zamiast dwudziestu, ale jednak jest nieprzerwana ciągłość, codziennie to robimy, jakby udrażniamy te neurony, które odpowiadają za skojarzenie z tym miejscem, czasem, więc ten nawyk cały czas budujemy. I to jest mniej ważne, że akurat dzisiaj nie, nie zrobiliśmy super dwudziestu minut i nie mamy takiego benefitu jak byśmy mieli normalnie. Natomiast utrzymujemy nawyk, no i też nie mamy takiego kwasu w głowie, że ach, nie udało mi się, jestem do bani, tylko no w sumie, mimo wszystko, mimo tych trudności coś tam zrobiłem, także pamiętajcie o tym. To się może tyczyć każdego nawyku, z którym próbujecie sobie teraz jakoś ułożyć życie, czy to jest właśnie ćwiczenie, no to właśnie lepiej zrobić jedną pompkę niż wcale, czy to jest czytanie, lepiej przeczytać nawet paragraf książki niż wcale. Jeżeli chcecie zrobić zdrową dietę i nagle was poniosło i przez nie wiem, nie jedliście mięsa przez dwa tygodnie, ale jednak zobaczyliście niesamowicie dobrego steka i go zjedliście, to zjedzcie chociaż jakieś warzywo do tego, tak żeby gdzieś podtrzymać w głowie fakt, że ja jestem osobą, która jednak robi to co sobie powiedziała, że będzie robić. To tyle jeżeli chodzi o podsumowanie, całkiem długo, całkiem nieźle nam to poszło, dużo wniosków, na pewno kolejne za miesiąc albo dwa też dla was przygotuję. No i ogłoszenia parafialne na koniec, dołącz do nas na społeczności na facebooku, wyszukaj “Przez nawyki do celu”, polub stronę, tam będziesz dowiadywać się o nowych odcinkach, też zadaję wam pytania co byście chcieli, żeby ukazało się w kolejnych odcinkach, z czym macie problem, jak mogę wam pomóc, czy to w kontekście nowych, fajnych, pozytywnych nawyków czy w kontekście pozbywania się tych, które was męczą. Także facebook, wyszukaj “Przez nawyki do celu”, kliknij lubię to i tam będziemy w kontakcie, rekomendacja książkowa na dzisiaj to fajna książka, która się nazywa “Porozumienie bez przemocy” po polsku, trochę niefortunnie moim zdaniem, po angielsku to jest “Nonviolent communication” autorstwa doktora Marshalla Rosenberga. Doktor Marshall Rosenberg był psychologiem bo bodajże zmarł w 2015 roku, świetny gościu, poświęcił chyba całą swoją pracę albo dużą część tej pracy na opracowanie sposobu takiego, metodologii komunikowania się ludzi ze sobą w taki sposób, aby nie wzbudzać właśnie agresji, przemocy, mówić trudne rzeczy, na przykład o swoich emocjach albo mieć jakieś żądania do innych osób w sposób, który właśnie nie wzbudzają negatywnych emocji. Także gorąco polecam “Porozumienie bez przemocy”, dwadzieścia parę złotych, Marshall Rosenberg, no i do usłyszenia w kolejną środę. Dajcie znać na facebooku o czym byście chcieli posłuchać. Jeżeli ci się podoba ten podcast to zasubskrybuj, gdziekolwiek go słuchasz czy to jest na Spreaker, czy na Spotify czy na Apple podcast, wtedy dostaniesz powiadomienie o nowym odcinku, każdy nowy odcinek w środę. Serdecznie pozdrawiam, miłego dzionka, trzymajcie się.

.

Czytaj dalej

Szukasz ciekawych materiałów o „dobrej zmianie” siebie?