fbpx
Dołącz do nas
Słuchaj na

PNDC#5: Prosty i zarazem bardzo potężny nawyk – uśmiech 😀 – transkrypcja

To jest transkrypcja odcinka. Oryginalnego podcastu posłuchasz tutaj

Cześć. Nazywam się Bartosz Rechlicki. W ciągu dnia prowadzę startup technologiczny Quantum Siex z Trójmiasta, gdzie szerzymy życzliwość w obsłudze klienta a wieczorami eksperymentuje z różnymi metodami testowania się lepszą wersją siebie. Słuchasz podcastu Przez Nawyki Do Celu, gdzie mówimy o tym jak osiągać swoje cele budując pozytywne nawyki oraz jak przy okazji pozbywać się tych niekorzystnych. Nawyki, cele, psychologia pozytywna, szczypta filozofii, nauka i czasami też paranauka. To wszystko znajdziesz w tym podcaście. Ostatnio rozmawialiśmy sobie troszeczkę o tym właśnie jak wdrażać nawyk, na przykładzie nawyku medytacji u mnie. Dzisiaj chciałbym dać Wam pomysł na jeden bardzo fajny, prosty nawyk, który może zmienić Wasze życie i jest całkiem łatwy do wdrożenia. Chodzi tutaj oczywiście o uśmiechanie się. Uśmiechanie się do innych zwłaszcza to bardzo prosty nawyk, który można sobie wyrobić stosując metody o których wspomniałem w poprzednim odcinku. Powiem Wam też dlaczego warto sobie taki nawyk wyrabiać. Zanim przejdziemy dalej do mięsa to jeżeli tego jeszcze nie zrobiłeś to zachęcam Cię do posłuchania odcinka czwartego, poprzedniego odcinka tego podcastu. W którym tłumaczę trochę podstawy budowania nawyków u siebie. Także jeżeli chciałbyś u siebie wdrożyć nawyk uśmiechania się, nawet jeszcze nie wiedząc po co, to zachęcam Cię, abyś odsłuchał tamten odcinek zwłaszcza skorzystał z materiałów, które tam dołączyłem, chodzi o taki arkusz z pytania. Bo będzie Ci on przydatny w konstruowaniu planu na wdrożenie tego nawyku. To jeżeli chodzi o technikalia. Natomiast po mału przechodząc do nawyku uśmiechu. Czemu on jest fajny? Zacznę od takiego krótkiego picia. Kiedyś mój jedyny szef u którego pracowałem mając chyba około 19, 20 lat. Pracowałem w firmie, która sprzedawała buty online. To był wyczyn, bo sprzedawanie butów online w tamtych czasach to było coś. Nikt nie wierzył, że to może się udać. Natomiast udało się i ta firma ma się świetnie do dzisiaj. Pozdrawiam Carls serdecznie. Mój pierwszy, jedyny szef, a dzisiaj przyjaciel. Powiedział mi coś takiego, co do dzisiaj ze mną zostało. Powiedział mi kiedyś, że (ns. 00.01.53). Jest miło być miło i to nic nie kosztuje. Tym was chciałem zachęcić do posłuchania o tym dlaczego uśmiechanie się jest tak fajne, tak ważne, a w dodatku nic nie kosztuje. Jeszcze jedna kwestia. Otrzymałem niesamowicie dużo wspierających komentarzy od was odnośnie poprzedniego odcinka, że bardzo się wam podoba. Dzięki wielkie za to. Naprawdę daje mi to paliwo do robienia tego dalej, do nagrywania, do szukania, do wertowania książek, do zbierania materiałów. Robię to bardziej hobbystycznie. Także super jeżeli chcielibyście coś powiedzieć to nie wahajcie się skomentować cokolwiek. Każdy wyraz jakiegoś faktu, że wam się to podoba co słyszycie jest dla mnie mega motywujący. Więc dzięki. W tym odcinku opowiem Wam skąd nawyk uśmiechania wziął się u mnie. Jak go sobie wdrożyłem. Co mi to daje. To taki największy tutaj rozdział będzie. Przejdziemy też pewnie sobie przez wątpliwości co do tego nawyku. Być może już w głowie gdzieś ci pojawiło pytanie Jezus teraz będę się chodził uśmiechał i szczerzył do ludzi, co oni sobie o mnie pomyślą albo w ogóle po co się w ogóle przeżyć i udawać uśmiech jak jest nieprawdziwy. Także przejdziemy przez te obiekcje. Kilka porad jak możesz wdrożyć u siebie ten nawyk chociaż to już zostało tak jak mówiłem powiedziane w poprzednim odcinku. Więc tyle tytułem wstępu. Powiemy teraz sobie o historii mojego nawyku. O tym skąd mi wziął nawyk uśmiechania się do innych. Jest to jeden z takich starszych moich nawyków, które przynajmniej zbudowałem w jakimś stopniu świadomie. Zaczął się on jakieś 14 lat temu kiedy po raz pierwszy miałem szansę polecieć na zachód i to samolotem. Miałem około wtedy 20 lat i wtedy właśnie weszły tanie linie lotnicze, takie jak Ayrliner. Miałem szansę polecieć chyba na dwa tygodnie do Irlandii i trochę tam pobyć i pomieszkać. To był mój taki pierwszy styk z zachodem. To był rok około 2005 – 2006. To w Polsce nie było tak kolorowo, tak jest dzisiaj. Wiele rzeczy było poza naszym zasięgiem i różnica życia, stopy życiowej na zachodzie a u nas była o wiele większa. Dzisiaj to tak nie razi jak się poleci się do Londynu, to co tam takiego w Londynie. Wszystko to mamy. Mamy McDonalda, mamy kawiarnie, mamy StartBacks. Wtedy jak ja byłem w tej Irlandii to wierzcie albo nie, to w Polsce nie było żadnego StarBacks i nikt jeszcze o tym nie słyszał. Facebook wchodził dopiero co, gdzieś tam co niektórzy tylko bardziej cool ludzie i świadomi Internetu mieli Facebooka. Więc takie częsty. Ale oprócz tej stopy życiowej bardzo mocno mnie trafiło to, że ludzie są na ulicy do siebie mili, uśmiechają się, mówią sobie jako nieznajomym dzień dobry, do widzenia, jak się masz i dalej tak. Są po prostu tak normalnie życzliwi. To w Polsce w ogóle nie miało miejsca. Do sklepu się wchodziło słyszało się dzień dobry, a sąsiad mówił takie dzień dobry przez r na końcu bry na końcu, tylko żeby przypadkiem nie spojrzeć na Ciebie. I to była norma. Do sklepu chodziło się kupować rzeczy, a nie żeby było miło. Do restauracji chodziło się jeść, a nie żeby było miło. Ludzie byli dla siebie no wiadomo jak my potrafimy w Polsce być dla siebie, kiedy nie mamy wspólnego wroga no to zaczynamy tak szukać sobie tego wroga trochę w sobie na siłę, ale kiedy ten wróg jest to jest super. Także taka jest geneza no i widząc to jak ludzie się do siebie uśmiechają, jak to zmienia to jak ja się czuje i w ogóle jak się ludzie czują w przestrzeni publicznej, na ulicy, w kawiarni, w knajpie, w pubie stwierdziłem kurczę jak też tak chcę, ja chcę być częścią tego, ja chcę być taką uśmiechniętą osobą, też chciałbym się uśmiechać. I pewnie Ci z Was którzy doświadczyli podobnego przeżycia czyli te paręnaście lat temu pojechali na zachód to pewnie też są w stanie jakoś utożsamić z tym uczuciem, mogło Was to też, mogło Cię to też w jakiś sposób zaskoczyć i dotknąć. I ja pomyślałem, że ja coś z tym zrobię, w sensie że to sobie gdzieś tam wezmę do serducha i mało tego przeczytałem w pewnej książce, że nawyk uśmiechania się to jest właśnie taki fundamentalny nawyk, który jest prosty i mega może zmienić Twoje życie. I po parunastu latach jakby stosowania tego nawyku  gdzie od razu powiem nie jestem mistrzem, są osoby, które się więcej uśmiechają ode mnie, są jakby bardziej rozweselone, śmieją się praktycznie z każdego zdania które powiesz, trochę im zazdroszczę. Ale nie da się ukryć odczuwanie radości to też jest kwestia genetyki także nie zdziwcie się jak mnie kiedyś zobaczycie, niekoniecznie będę cały czas uśmiechnięty ale się staram. No ale wracając do tego co mówiłem, czyli po parunastu latach stosowania uśmiechu, że tak powiem, budowania tego nawyku jestem pewny że absolutnie warto i o tym Wam troszeczkę zaraz opowiem. Swoją drogą historię tej wycieczki do Irlandii i efektu budowania uśmiechu i życzliwości miałem ostatnio szansę przedstawić na tedeksie w Koszalinie, ciągle czekam na publikację wideo, jak tylko będzie to chętnie się z Wami podzielę. Mówię tam troszeczkę więcej o tym jak ten nawyk buduję u siebie i u innych, warto posłuchać. Ale przechodząc do meritum jak wdrożyłem nawyk uśmiechania się u siebie. To było dość proste no bo tak jak powiedziałem zainspirowałem się w tej Irlandii, przeczytałem gdzieś, że warto w ogóle taki nawyk u siebie kultywować, więc ja się zaparłem i świadomie zdecydowałem, że ja chcę być osobą uśmiechniętą, ja chcę być osobą życzliwą, ja chcę być osobą pogodną, mam wrażenie, że takim ludziom żyję się lepiej, łatwiej, bardziej lubimy jakoś nas do nich ciągnie, chcemy z nimi czas spędzać i ja taką osobą chciałbym się w miarę możliwości stać. Więc znowu najpierw zwizualizowałem sobie to kim chcę być, jaką osobą chcę być, uśmiechniętą, pogodną, życzliwą a uśmiechanie się do innych stało się po prostu mikro dowodem każdego dnia, że taką osobą jestem. Więc dzisiaj moja tożsamość jakbyś mnie zapytał czy ja mam się za osobę pogodną, uśmiechniętą powiedziałbym tak, zdecydowanie tak. I każdy uśmiech do obcej osoby na ulicy jest niczym innym jak potwierdzeniem tej tezy. A drugą rzecz, którą ja zrobiłem to trochę potraktowałem to jak challenge, pomyślałem sobie no dobra, będę chodził do ludzi i się uśmiechał do nich i trudno, że pomyślą, że wyglądam jak głupek albo nie wiem co się może wydarzyć To jest challenge bo to nie takie łatwe wyjść i złamać swoją strefę komfortu i powiedzieć o idzie jakaś starsza Pani, uśmiechnę się do niej i ten wewnętrzny krytyk od razu mówi y Ty debilu nie rób tego, na pewno pomyśli sobie, że jesteś jakiś wariat i jeszcze wezwie policję. A powiedziałem nie, okej, taki challenge Bartek sobie stawia i będzie chodził i się uśmiechał, zobaczymy co się stanie. Więc jakby po jakimś czasie udało się ten nawyk zbudować bo jest ta pętla o której mówiliśmy w odcinku czwartym, tak czyli mamy trzy takie główne elementy, wskazówka, rutyna, nagroda. Co jest wskazówką, jak widzę twarz innej osoby, która zaczyna się na mnie patrzeć, taki momentalny błysk, aha, to jest osoba, która z którą nawiązuje jakiś kontakt wzrokowy, czy to znaną czy nie znaną, uśmiechnę się do niej. To jest ta rutyna, uśmiechnąć się do tej osoby. A nagroda no jest niesamowita, jak druga osoba odwzajemni uśmiech no to jest bosko, jest błogo, jest bardzo przyjemnie, zalewa nas przypuszczam, że oksytocyna ale to żaden naukowy fakt. Oksytocyna to hormon, który wytwarza się w bliskich kontaktach z innymi ludźmi, odpowiada właśnie za nasze relacje, za to że się lubimy, kochamy, empatyzujemy ze sobą. Także myślę że tak i jest bardzo przyjemny, także taki malutki zastrzyk oksytocyny w momencie kiedy druga osoba uśmiechnie się do Ciebie co nie dzieje się zawsze, ale dzieje się dość często powoduje, że tworzy się pętla zwrotna i ja już po prostu mam ochotę uśmiechać się do innych i to jest po prostu bardzo przyjemne. Także udało mi się to wdrożyć. Teraz co daje mi ten nawyk, tu bym chciał troszeczkę dłużej się zatrzymać i trochę Wam poopowiadać bo to są te rzeczy na które czekasz, będziesz na ich podstawie oceniał czy będziesz się uśmiechał czy nie. Także o jednej już troszkę wspomniałem, mam masę radości kiedy ktoś się do mnie uśmiechnie, czuje że mu pomogłem, po prostu to jest takie miłe poczucie, spełnienie dobrego takiego dobrego uczynku no bo to może być na przykład w takiej sytuacji, że obydwoje stoimy w kolejce i już się frustrujemy i jakaś Pani się na mnie patrzy i ja się do niej uśmiechnę i jest nam trochę miło milej w tej kolejce. Więc takie poczucie wzajemnej pomocy na przykład albo po prostu idzie jakaś osoba na ulicy, ja się do niej uśmiechnę, ona się do mnie uśmiechnie i to jest takie poczucie jest dobrze, jest fajnie, jestem spoko, ty jesteś spoko, świat jest spoko. Bardzo miła rzecz także daje mi to kupę radości po prostu, zwyczajnie. Druga rzecz, bardzo taka praktyczna. Ułatwia budowanie relacji, jeżeli ja się do kogoś uśmiechnę, ten ktoś się do mnie uśmiechnie to my się już tak trochę znamy, my już się trochę lubimy, my już nawiązaliśmy ten pierwszy kontakt nawet jeżeli się jeszcze nie odezwaliśmy do siebie słowem i to jest przyjemny, pozytywny pierwszy kontakt. Generalnie lubimy ludzi uśmiechniętych, dużo nam to daje, łatwiej nam nawiązać takie relacje bo uśmiech jest takim uniwersalnym znakiem dla podświadomości, że mam dobre zamiary. Jeżeli się do kogoś uśmiechamy to prawdopodobnie mamy dobre zamiary i nie mówię tutaj o uśmiechu sarkastycznym bo ten łatwo wychwycić i nie oszukujmy się to nie jest żaden problem żeby zobaczyć, że ktoś się prześmiewczo do nas uśmiecha. Mówię o takim normalnym, zwykłym uśmiechu i to obniża nam zagrożenie, to obniża nam lęk przed tą drugą osobą, że a może coś chce, a może chce mnie wykorzystać a może chce mi coś zrobić tylko widzimy uśmiechniętą osobę i mówimy o ten koleś, ta kolesiówa jest spoko. Także ułatwia budowanie relacji biznesowych, prywatnych. Polecam. Trzeci benefit, który mam to pewność siebie. Otóż żeby iść i uśmiechać się do innych trzeba mieć troszkę pewności siebie bo to jest taki sygnał, który mówi jest okej, ja się czuję dobrze, uśmiechnę się do Ciebie i skoro to robię to znowu utwierdzam się w tym przekonaniu no to skoro się uśmiecham i jest dobrze to chyba jest dobrze. I skoro ja mam siłę wyjść do kogoś i trochę nastawić się na przysłowiowego strzała, że ktoś się do mnie nie uśmiechnie albo powie hm co za dziwak no to ja robiąc to buduję u siebie odwagę, buduje u siebie pewność siebie. I to też jest super benefit, zwłaszcza w kontaktach z ludźmi zwiększa tą pewność, pozwala łatwiej wchodzić w te relacje. Czwarta rzecz bardzo ważna też, że kiedy Ci ludzie się do Ciebie przez jakiś czas zaczynają Ci ludzie zaczynają odwzajemniać ten uśmiech to zaczynasz inaczej patrzeć na świat. Świat jest bardziej przyjazny, świat ma mniej zagrożeń. Ludziom warto ufać z zasady, ludzie są dobrzy z zasady, to są takie przekonania, których nabywasz jeżeli się uśmiechasz do innych a inni do Ciebie. Oczywiście nie tylko to i pewnie wiele innych kwestii związanych z moimi poglądami na świat kontrybuuje na rzecz tego jakże ważnego poglądu, ale uśmiechanie się do innych i pozwalanie innym oduśmiechnąć się do Ciebie na pewno w jakiś sposób buduje takie poczucie, że świat jest przyjaznym miejscem a przyjazne miejsce obniża lęk, obniża kortyzol, pozwala nam bardziej kreatywnie operować, lepiej się czuć, nie martwić się tyle ile się martwimy. Dla przykładu ja mam coś takiego, że ogólnie z zasady ufam ludziom, u mnie trzeba zasłużyć na to żebym Ci nie ufał co powoduje że martwię się tak często o przedmioty, o swój samochód, o swój rower, o inne dobra bo mam wrażenie, że no to jakby raczej nikt nie kradnie, przez to na przykład często zapominam zapiąć roweru i się faktycznie nic nie dzieje i przez to nie martwię się tyle tak o na przykład rzeczy, o to że ktoś inny mi coś zrobi, co oczywiście nie jest to lekarstwem na całe zło i to nie jest tak, że już nikt mi nic nigdy nie ukradł i nie ukradnie, zdarza się ale mimo wszystko jest tak łatwiej niż ciągle myśleć „o Jezus muszę przypiąć rower”, „o Jezus ukradną mi tutaj samochód, muszę przeparkować”, „o Jezus pewnie mi się włamią do mieszkania jak wyjadę”, „o nie zostawię tych butów tutaj w szatni bo tu na pewno kradną” no i tak ciągle sami się wpędzamy w spiralę strachu, lęku i niepewności a kiedy tak się ludziom ufa no to jasne raz na jakiś czas Ci coś ukradną, zdarzyło się ale i tak jest to warte tego żeby się w międzyczasie nie martwić i nie zalewać się taką falą negatywnych emocji. To jeżeli chodzi o takie moje subiektywne odczucia związane z uśmiechem i chciałbym Wam dać też trochę jak to mam nadzieję w tradycji w tych podcastach będzie takich dowodów bardziej naukowych. I tu po pierwsze polecam obejrzeć sobie takiego teda The power of smiling Pana który się nazywa Ron Gutman, który świetnie wykłada większość benefitów psychologicznych uśmiechania się. Powiem Wam jeden i myślę, że na tym można już by w ogóle było zakończyć listę i powiedzieć, że to jest super nawyk. Otóż w jednym badaniu wyszło, ludzie którzy się uśmiechają żyją przeciętnie siedem lat dłużej niż ludzie którzy się nie uśmiechają. I co Ty na to. Siedem lat życia ekstra za uśmiechanie się. Jasne to jest tylko jedne badanie, nie było replikowane, nie mamy stu procentowej pewności, że tak będzie natomiast jest to bardzo ciekawa teza, wskazówka. Myślę, że dużo w tym jest dlaczego tak jest, myślę że dużo wynika z tego, że uśmiechając się obniżamy kortyzol bo produkujemy oksytocynę a oksytocyna w pewnym sensie obniża poziom kortyzolu no co za tym idzie zwiększa się odporność się organizmu, podatność na choroby, zmniejsza się stres no a te wszystkie czynniki jednak mają w efekcie znaczenie na naszą długowieczność także warto się uśmiechać. Link do tego teda jest w opisie także żeby nie powtarzać tych badań zachęcam gorąco. Film trwa chyba dziesięć minut, jest fantastyczny, gościu szybko mówi, bardzo fajnie i to jeszcze z jajem także nie ma co tutaj się powtarzać dwa razy. Kilka takich innych badań, takie podstawowe badanie, jeżeli jesteś kelnerką to nie wiem czy wiesz, ale zostało naukowo udowodnione, lub kelnerem, przepraszam, zostało naukowo udowodnione, że obsługa która się uśmiecha dostaje o trzydzieści procent większe napiwki. Jest benefit finansowy? Jest. I myślę, że z tym mało kto się będzie kłócił, to chyba jest oczywiste dlaczego to tak działa. Kilka innych takich tutaj mam naukowych faktów, uśmiechając się nie tylko wyglądamy milej i uprzejmiej ale również bardziej kompetentniej. Okazuje się, że uśmiechnięte osoby wzbudzają takie poczucie kompetencji, że możemy im zaufać, że wiedzą co robią, że są pewne siebie. Dalej uśmiechnięte osoby są bardziej rzetelne, atrakcyjne, ugodowe, życzliwe, szczere i opanowane. No wiadomo. Inne badanie pokazuje, że jeżeli zapytamy się o coś z uśmiechem, poprosimy o coś, jakąś małą prośbę, wskazówkę jak gdzieś dojechać, podajże było badanie robione w supermarkecie gdzie osoby uśmiechnięte i nieuśmiechnięte pytały się o drogę obsługi do jakiegoś punktu w tym markecie. No to jeżeli przychodziliśmy z uśmiechem to mieliśmy o wiele większą szansę, że ktoś nam udzieli pomocy niż jeżeli przyszliśmy nieuśmiechnięci. Także taka wskazówka, protip, jeżeli chcesz kogoś poprosić o pomoc, zwłaszcza osobę nieznajomą, uśmiechnij się, zwiększasz szansę, że ktoś Ci pomoże. Tych benefitów uśmiechu jest całkiem sporo, w materiałach macie taką książeczkę którą w Quantum opracowaliśmy, której używamy, którą dajemy jakby naszym użytkownikom, macie wersje cyfrową, możecie sobie poczytać o właśnie o wpływie uśmiechu, tutaj wyszczególniliśmy takich sześć, pięć przepraszam obszarów na które uśmiech pomaga. To jest finanse i biznes, atrakcyjność, fizjologia, relacje i zdrowie. Także jakby ktoś chciał sobie poczytać udostępniam to dla Was specjalnie na dole w opisie tego odcinka. Także to jeżeli chodzi o takie benefity z uśmiechania się. Mam nadzieję, że fajne, że podoba Wam się, jestem ciekawy co Wy byście powiedzieli o uśmiechaniu się. Na pewno nie wyczerpałem tematu, tych benefitów jest o wiele więcej, część jest subiektywnych, część jest obiektywnych. Jeżeli macie jakieś własne rzeczy które byście chcieli dodać do tej listy benefitów, napiszcie, skomentujcie ten podcast. Jestem mega ciekawy co uważacie. Powiedziałem na początku, że przejdziemy sobie przez wątpliwości, ja takie dwie zidentyfikowałem, które mogą Wam przychodzić do głowy. Po pierwsze co pomyślą sobie ludzie jeżeli teraz będę chodził i się do nich uśmiechał, przecież my tak w kulturze tutaj nie mamy, albo w ogóle mamy tak trochę, że jak się ktoś uśmiecha to chyba wariat, zboczeniec albo chce mi coś sprzedać. No i ja bym to zdementował z mojego doświadczenia, przez moje paroletnie, już nawet paronastoletnie uśmiechanie się do ludzi ani razu nie miałem z tego tytułu przykrych konsekwencji, nikt mi nic nie powiedział, że jestem dziwny, że co ja chce, że czemu się tak szczerze, że cokolwiek. Nie zdarzyło się ani razu. Oczywiście czy ktoś tak nie pomyślał no to tego to ja nie wiem i mało i w ogóle mam mały na to wpływ co ktoś sobie tam myśli o mnie, myślę, że są gorsze rzeczy które ktoś może sobie o mnie myśleć patrząc na mnie od tego, że nie wiem jestem ślepy bo noszę okulary, mam krzywe zęby, czasami jestem gruby, czasami jestem chudy, w ogóle generalnie chyba nie warto sobie tym zawracać głowę co ktoś sobie pomyśli póki my czujemy się z tym chyba dobrze, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku ale tu chyba bym powiedział no musisz sprawdzić i sam zobaczyć czy tak jest. Oczywiście są sytuacje, miejsca, ludzie no gdzie zdrowy rozsądek jakby obowiązuje i nie uśmiechamy się nagle do wszystkich na pogrzebie kiedy właśnie ktoś chowa trumnę do ziemi i wszyscy płaczą, też myślę że są takie dzielnice wieczorne gdzie uśmiech do panów w bramie niewiele zdziała, chociaż może, nie chodzi też o to żeby się uśmiechać non stop, chodzi o taki miły, nawet lekki uśmieszek na początku relacji czy nawiązanie kontaktu wzrokowego. Nie chodzi o to żeby się uśmiechać non stop, chodzi o to żeby powiedzieć „dzień dobry” i się trochę uśmiechnąć. W ogóle teraz myślę, że jak to nagrywam i mówię o tych wątpliwościach to ja się zacznę uśmiechać, w ogóle jest taka zasada w nagrywaniu podcastów że trzeba się uśmiechać. I ostatnio przechodziłem kurs właśnie podcastowania, autor mówił sam żeby się uśmiechać do mikrofonu, że to słychać, że to buduje energię, że ludzie to grają ale nie ma tego ryzyka, że ktoś Cię zobaczy. Czyli gdzieś w naszych głowach jest takie przeświadczenie, że jak się uśmiecha to może szajbnięty. No ja nie wiem, no oczywiście jak się uśmiecha cały czas to faktycznie, jakbym teraz przez dwadzieścia minut się uśmiechał to moglibyście pomyśleć coś dziwnego o mnie, ale tak nie jest. Także spróbuj, zobacz, ja ze swojego doświadczenia dementuję, nikt mi nigdy nic złego nie powiedział za to że się uśmiecham. Druga ważna, zwłaszcza dla mnie, takie ciekawe zagadnienie, druga ważna wątpliwość to jest a czy tak sztucznie się uśmiechasz to jest okej, to ma sens, to nie będzie tak, że to dziwne i w ogóle wymuszone i przecież jak to tak obdarzyć kogoś wymuszonym uśmiechem i on przecież, to nieszczere i jeszcze tak naprawdę to trochę chyba manipulujemy. No a jak inaczej nie, to albo się godzimy z tym, że jesteśmy jacy jesteśmy i się więcej uśmiechać nie będziemy, bo tyle nam bozia uśmiechów dała i koniec, i ja ani jednego więcej nie zrobię bo to jest nieszczere no albo proaktywnie do tego podejdziemy i powiemy sobie no ja się chce się uśmiechać to się będę uśmiechać, przecież to jest mój wybór. Jaka jest moja za tym intencja, no chcę żeby drugiej osobie było miło, chce żeby mi było miło, nikogo tym nie krzywdzę, mogę to robić, świadomie, proaktywnie, po mojej decyzji, że to będę robił. Więc jakby to chyba chodzi o intencję a nie o samą czynność bo to, że ja się uśmiechnę do Ciebie, zresztą tak naprawdę świadomie czy nieświadomie nawet nie wiecie jest coś takiego jak uśmiech społeczny. Jest to uśmiech, który po prostu sobie pokazujemy właśnie w ramach interakcji społecznych, który wcale nie wynika z tego, że się teraz czujesz szczęśliwy. To jest taki uśmiech na cześć i robimy to i nikt z tym nie ma problemu i to działa, i to jest mile widziane i nic w tym złego. Także tak, warto podjąć świadomą decyzję, że chce się uśmiechać a potem się uśmiechać. Proaktywnie bo inaczej się po prostu nie da, no bo jak się uśmiechać, to tak jakby chcieć być muskularnym ale nie robić pompek bo to na siłę. Także uśmiech sztuczny, wymuszony działa. Mało tego jest taka teoria mimicznego sprzężenia zwrotnego czyli to już w ogóle Darwin uknuł dawno, dawno temu i ona mówi o tym mniej więcej, że nie tylko to co czujemy, pokazujemy na twarzy ale to co pokazujemy na twarzy czujemy. I tu można sobie zrobić parę eksperymentów, wsadźcie sobie ołówek w buzię, zagryźcie go tak żeby Wam się kąciki ust wyginały w uśmiech, przytrzymajcie go dwie minuty i zobaczcie jak się czujecie. Czy czujecie taką nagle lekką poprawę nastroju, taki szumik pozytywnych emocji w głowie, przypuszczam, że tak. I to jest właśnie efekt tego sprzężenia zwrotnego. Możecie też poudawać gniew, iść do lustra, zrobić gniewną minę i zaczniecie naprawdę po chwili czuć się wkurzonym na innych. To samo jeżeli chodzi o pozę ciała, o mowę ciała, tak, możemy stanąć w pozycji władczej, ręce na biodrach, wyprostowana klata i od razu trochę Wam pewności siebie przyjdzie albo możecie spróbować się skulić, ręce złożyć do środka, przygarbić i zaraz poczujecie jak Wam ta pewność siebie odchodzi. Ja zawsze przed wystąpienie lub na scenie przyjmuje właśnie taką postawę wyprostowaną, ręce na biodra, postawa zwycięzcy po to żeby obniżyć kortyzol, zwiększyć pewność siebie, zwiększyć tonację głosu i wyjść bardziej taki przekonywujący na tą scenę bo takich ludzi się milej słucha niż takich którzy się boją i zaraz chyba uciekną z tej sali. Także to jeżeli chodzi o uśmiech, sprzężenie zwrotne. Idąc dalej, jeżeli to jest dla Ciebie ciekawe i w jakiś sposób chciałbyś spróbować wdrożyć taki nawyk u siebie to posłuchaj poprzedniego odcinka, ale takie przypomnienie jak budować nawyk, po pierwsze kardynalne prawo budowania nawyków, to co przyjemne natychmiastowo ulega utrwalaniu, to co nieprzyjemne natychmiastowo ulega eliminacji, prosta sprawa. Druga rzecz, anatomia nawyku, trochę powiedzieliśmy na początku, wskazówka, kontekst sytuacyjny, który wywołuje u mnie zachowanie, druga rzecz, rutyna czyli właśnie to zachowanie, trzecia rzecz nagroda. W przypadku uśmiechu pętle właśnie wyobrażamy sobie w taki sposób, że na przykład widzę obcą osobę, ona nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy, jest wskazówka, dwa jest rutyna uśmiecham się, trzy jest oksytocyna we mnie, serotonina, cieszę się, że ktoś się uśmiechnął, fajnie nawiązałem relację jakąś taką nawet dwusekundową, jest to przyjemne, jest nagroda. Tak jak mówiliśmy w poprzednim odcinku, ta nagroda nie musi być jakaś wielka, to nie chodzi o to że nagrodą musi być milion dolarów albo nawet sto dolarów albo jakaś niesamowita euforia i ekstaza, to może być coś tak przyjemnego jak skubnięcie paznokcia, mały zastrzyk serotoniny, oksytocyny jest zupełnie wystarczająco do tego żeby chcieć to powtarzać. I tworzy się pętla, powtórzona wystarczająco dużo, w tym wypadku myślę, że  te naukowe definicyjne sześćdziesiąt sześć dni powinno średnio Ci wystarczyć na to żeby taki nawyk zbudować. No i co, no i po prostu trzeba trochę na siłę się pouśmiechać do ludzi, musisz wyjść na ulicę pouśmiechać się, od tego bym zaczął, może spróbuj od jednej osoby dziennie. Uśmiechaj się do jednej osoby dziennie, mówiliśmy trochę o fazowaniu, że można sobie ten nawyk rozłożyć na fazy, gdzie na początku on jest śmiesznie prosty, no co to za problem uśmiechnąć się do jednej osoby dziennie, albo nawet do siebie przez tydzień. Uśmiechamy się tylko raz dziennie do siebie, w drugim tygodniu raz dziennie do kogoś innego, w trzecim tygodniu trzy razy do kogoś innego, w czwartym tygodniu na przykład uśmiecham się do wszystkich osób, które zobaczę w godzinach od dwunastej do trzynastej na lunchu, więc możesz to sobie rozłożyć. A w piątej fazie po paru miesiącach uśmiechasz się do każdego kogo widzisz i z kim nawiązujesz kontakt wzrokowy. Także tak możesz to wdrożyć u siebie. No nie obędzie się po prostu bez próbowania, bez uśmiechania się, bez troszeczkę odwagi i wyjścia do innych ludzi. Daj znać jak Ci to idzie, jestem bardzo ciekawy. Kończąc po mału ten odcinek chciałbym zrobić coś czego nigdy myślałem, że nie zrobię. Mianowicie chciałbym Wam przeczytać bajkę. Tak, wiem co, jakie automatyczne myśli mogą się pojawiać w Waszej głowie, bajkę, koleś będzie nam teraz czytał bajkę i właśnie ja tak zareagowałem kiedy moja kochana Justyna, partnerka stwierdziła, wpadła na pomysł, że przeczyta tą bajkę na szkoleniu biznesowym które prowadziliśmy razem. Tak też powiedziałem będziesz na szkoleniu biznesowym czytać ludziom bajkę, powiedziała, że tak, ale po tym jak zapoznałem się z tą bajką no zrobiła na mnie ogromne wrażenie i chciałbym Was z nią zostawić bo myślę, że dużo mówi i podsumowuje w sposób bardziej emocjonalnym to o czym tu rozmawiamy, no ale jeżeli uważasz, że to był głupi pomysł to też mi napisz, jestem ciekawy co Ty o tym myślisz. Także będę czytał bajkę, zajmie nie wiem, z dwie minuty, jest dość krótka. „Któregoś ranka, a było to nie tak dawno temu, pewien rolnik stanął przed klasztorną bramą i energicznie zastukał. Kiedy brat furtian otworzył ciężkie dębowe drzwi, chłop z uśmiechem pokazał mu kiść dorodnych winogron Bracie furtianie, czy wiesz, komu chcę podarować tę kiść winogron, najpiękniejszą z całej mojej winnicy? Zapytał. Na pewno opatowi lub któremuś z ojców zakonnych. Nie. Tobie! Mnie? Furtian aż się zarumienił z radości. Naprawdę chcesz mi ją dać? Tak, ponieważ zawsze byłeś dla mnie dobry, uprzejmy i pomagałeś mi, kiedy cię o to prosiłem. Chciałbym, żeby ta kiść winogron sprawiła ci trochę radości. Niekłamane szczęście, bijące z oblicza furtiana, sprawiło przyjemność także rolnikowi. Brat furtian wziął winogrona i podziwiał je przez cały ranek. Rzeczywiście, była to cudowna, wspaniała kiść. W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pomysł a może by tak zanieść te winogrona opatowi, aby i jemu dać trochę radości? Wziął kiść i zaniósł ją opatowi. Opat był uszczęśliwiony. Ale przypomniał sobie, że w klasztorze jest stary, chory zakonnik i pomyślał, zaniosę mu te winogrona, może poczuje się trochę lepiej. I tak kiść winogron znowu odbyła małą wędrówkę. Jednak nie pozostała długo w celi chorego brata, który posłał ją bratu kucharzowi, pocącemu się cały dzień przy garnkach. Ten zaś podarował winogrona bratu zakrystianowi aby i jemu sprawić trochę radości, który z kolei zaniósł je najmłodszemu bratu w klasztorze, a ten ofiarował je komuś innemu, a ten ktoś inny jeszcze komuś innemu. Wreszcie, wędrując od zakonnika do zakonnika kiść winogron powróciła do furtiana aby dać mu trochę radości. Tak zamknął się ten krąg. Krąg radości.” Koniec bajki. Ja Wam nie będę mówił jaki jest morał tej bajki, może coś czujecie, może coś nie czujecie, właśnie potęga psychologiczna bajek jest taka, że ludzie sami wyciągają z takich metafor to co dla nich jest ważne, to co słyszą, to co chcą poczuć. Nie chodzi o to żebym ja Wam teraz powiedział jak ja to interpretuje. Mam nadzieję, że coś sobie pomyślałeś kiedy to słuchałeś, że coś teraz czujesz. I myślę, że można to właśnie odnieść do uśmiechu. Także z tym bym chciał Was zostawić, mam nadzieję, że bajka Was nie wystraszyła i wrócicie do kolejnego odcinka. I na koniec prosta rzecz, zastanów się czy Ty chcesz być osobą uśmiechniętą, pogodną, życzliwą. Jeżeli to jest coś co Ci pasuje to spróbuj zacząć się uśmiechać, spróbuj udowadniać sobie codziennie, że jesteś osobą właśnie taką jaką myślisz, że jesteś, uśmiechniętą, pogodniętą. Proste ćwiczenie, które Ci w tym pomoże zacząć, takie paliwko na start, to weź kartkę i długopis i zapisz sobie dwie rzeczy. Pierwsza, że podejmujesz decyzję być właśnie taką i taką osobą na zasadzie ja Bartek jestem osobą życzliwą, uśmiechniętą, pogodną, cokolwiek do Ciebie przemawia możesz to zmienić. Druga rzecz, napisz sobie uśmiechnę się do, kiedy i gdzie. Czyli uśmiechnę się na przykład do mojej żony, kiedy przyjdzie z pracy dzisiaj o dziewiętnastej i zrób to. Dziękuje Tobie za wysłuchanie tego odcinka, dla mnie był on bardzo fajny, dużo w sumie emocji we mnie wywołał i jest bardzo bliski mojemu sercu. Mam nadzieję, że coś z tego wyciągniesz, ja na pewno tak. I rekomendacja książkowa na dzisiaj, bardzo fajna pozycja w temacie, jest to książka o tytule „Głaskologia” Miłosza Brzezińskiego. Miłosz Brzeziński to taki polski no chyba nie przesadzę jak powiem psycholog, couch, autor, świetny facet, niesamowicie dużo się z jego książek uczę, są niesamowicie napisane. Jeżeli będziecie za tą książką się rozglądać polecam audiobook, który właśnie jest czytany przez autora, bardzo dużo mnie zainspirował w życiu, jeżeli tego słucha to pozdrawiam Miłosz, dzięki za kawał dobrej roboty, Twoje książki to naprawdę niesamowita inspiracja. Będę je polecał dalej bo to nie jest jedyna aczkolwiek ja od tej zacząłem i Wam też serdecznie polecam, dowiecie się z niej w dużej mierze jak być i czemu warto dla innych miłym między innymi oczywiście. Gorąco polecam, dzięki wielkie, dajcie znać co myślicie o tym odcinku, pozdrawiam serdecznie, cześć.                       

Czytaj dalej

Szukasz ciekawych materiałów o „dobrej zmianie” siebie?